Nie nazywaj tego miłością
Maria Madej
Książka
| Wydawnictwo: | Filia |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 352 |
| Format: | 135x205 |
| Rok wydania: | 2026 |
O książce Nie nazywaj tego miłością
Najtrudniejsze nie jest odejść od kogoś, kto cię krzywdzi. Najtrudniejsze jest przyznać się przed sobą, że nazywałam to miłością.
Ostatnie wspólne lody pod pomnikiem Mickiewicza i obietnica, że za dwadzieścia lat spotkają się w tym samym miejscu. Karolina, Lena i Patrycja wierzyły, że świat stoi przed nimi otworem. Dla Patrycji progiem do dorosłości miały być studia i marzenia o pisaniu. Nie spodziewała się jednak, że najtrudniejszą lekcję odbierze u boku Marka. Początkowo wszystko było jak ze snu – czułość, wrażliwość i obietnice. Jednak z każdym dniem, zamiast rozkwitać, Patrycja stawała się coraz mniejsza. Cień chłopaka, który poprzysiągł, że nigdy nie pozwoli sobą sterować, zaczął przesłaniać jej własne pragnienia. To historia o gubieniu siebie w milczeniu i o bolesnej drodze do momentu, w którym spokój i bezpieczeństwo stają się cenniejsze niż każda, nawet najbardziej namiętna burza.
Szczegółowe informacje na temat książki Nie nazywaj tego miłością
| Wydawnictwo: | Filia |
| EAN: | 9788384412046 |
| Autor: | Maria Madej |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa (miękka) |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 352 |
| Format: | 135x205 |
| Rok wydania: | 2026 |
| Data premiery: | 2026-04-29 |
| Podmiot odpowiedzialny: | Grupa Wydawnicza Filia Sp. z o.o Kleeberga 2 61-615 Poznań PL e-mail: [email protected] |
Podobne do Nie nazywaj tego miłością
Inne książki Maria Madej
Inne książki z kategorii Literatura obyczajowa
Oceny i recenzje książki Nie nazywaj tego miłością
Pomóż innym i zostaw ocenę!
„Nie nazywaj tego miłością” to opowieść o przyjaźni: Patrycji, Karoliny i Leny. Aczkolwiek akcja skupiona jest na historii jednej z bohaterek – Patrycji. Kobieta wyjeżdża z Krakowa do Gdańska, by tam rozpocząć studia. Jej cele pomału się realizują, a pojawienie się miłości zespaja jej plany. Jednak to uczucie nie jest wcale takie, jakiego oczekiwała. Jej relacje z Markiem raz są pełne uczuć, a raz pełne bólu i cierpienia. Dziewczyna nie wie, że źródłem takiego zachowania Marka jest trudne dzieciństwo. Gdy Patrycja odkryje prawdę o przeszłości Marka będzie już dawno za późno. „Nie nazywaj tego miłością” to szczególnie powieść o prawdziwej przyjaźni, takiej trwającej latami mimo przeciwności losu. Co więcej, znajdzie się w niej także rozbudowany wątek miłosny, lecz mówiący o trudnej miłości, która ma odcienie bardziej szare niż kolorowe. Autorka podjęła się poruszenia tematów związanych z przemocą psychiczną, brakiem zrozumienia czy traumą. Kwestie podjęte przez Marię Madej czynią książkę bardzo uczuciową i nostalgiczną. Można z niej wynieść niejedną ważną, życiową treść.
Maria Madej w powieści „Nie nazywaj tego miłością” tworzy poruszającą historię z pogranicza literatury obyczajowej i psychologicznej, skupioną na relacjach, emocjonalnych zależnościach i trudnym procesie odzyskiwania siebie. To nie jest klasyczny romans, choć na pierwszy rzut oka może tak się wydawać – autorka bardzo szybko pokazuje, że to opowieść o miłości, która z czasem przestaje nią być i zaczyna stawać się więzieniem. Styl Madej jest delikatny, emocjonalny i jednocześnie bardzo świadomy – prowadzi narrację w sposób płynny, skupiając się na przeżyciach wewnętrznych bohaterki, jej myślach, wątpliwościach i stopniowym zacieraniu granic między uczuciem a kontrolą. Dzięki temu książka ma intymny charakter, jakby czytelnik zaglądał w najbardziej ukryte zakamarki emocji. Fabuła koncentruje się na Patrycji, młodej kobiecie, która wraz z przyjaciółkami Karoliną i Leną wchodzi w dorosłość pełną marzeń i planów. Ich młodzieńcza wiara w przyszłość kontrastuje jednak z doświadczeniem Patrycji, która wchodzi w relację z Markiem – początkowo idealną, pełną czułości i obietnic, z czasem jednak coraz bardziej duszącą. Związek, który miał być wsparciem, powoli staje się przestrzenią kontroli, manipulacji i utraty własnej tożsamości. Bohaterowie są ukazani bardzo realistycznie: Patrycja to dziewczyna wrażliwa, łatwo ufająca, ale jednocześnie silna w swojej wewnętrznej walce; Marek natomiast nie jest jednowymiarowym „czarnym charakterem”, lecz osobą, której zachowania stopniowo odsłaniają mechanizmy toksycznej relacji, co czyni historię jeszcze bardziej niepokojącą i wiarygodną. Ważnym motywem książki jest granica między miłością a uzależnieniem emocjonalnym, a także proces utraty siebie w relacji, która z pozoru daje bezpieczeństwo, ale w rzeczywistości je odbiera. Pojawia się też motyw przyjaźni jako punktu odniesienia i możliwego ratunku, a także dojrzewania emocjonalnego – nie tego spektakularnego, lecz bolesnego, wynikającego z doświadczeń. Czas w powieści płynie naturalnie, obejmując okres od młodości bohaterki do momentu jej wewnętrznego przebudzenia, co nadaje historii charakter rozwoju i zmiany, a nie jedynie pojedynczego epizodu. Emocjonalnie książka jest bardzo intensywna – wywołuje niepokój, smutek, momentami frustrację, ale też współczucie i nadzieję. Czytelnik często czuje napięcie wynikające z obserwowania, jak Patrycja stopniowo traci siebie, jednocześnie mając świadomość, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. To historia, która zostawia ślad, bo zmusza do refleksji nad tym, jak łatwo pomylić intensywność uczuć z ich zdrową formą. To pozycja szczególnie ważna dla osób, które lubią literaturę psychologiczną i emocjonalną, ale też dla tych, którzy chcą lepiej zrozumieć mechanizmy relacji, w których granica między miłością a krzywdą bywa niebezpiecznie cienka. Sprawdzi się zarówno u młodszych czytelników wchodzących w pierwsze poważne związki, jak i u tych, którzy chcą spojrzeć na emocje z większym dystansem i świadomością. Całość pozostawia wrażenie historii trudnej, ale potrzebnej – takiej, która nie romantyzuje bólu, lecz pokazuje jego mechanizmy i drogę wyjścia. To książka, po którą warto sięgnąć, jeśli szuka się opowieści szczerej, psychologicznie trafnej i emocjonalnie mocnej, a jednocześnie dającej ciche przypomnienie, że prawdziwa miłość nigdy nie odbiera człowiekowi jego samego.
„Są rany, których nie widać, a bolą najbardziej.” „Nie każda burza jest dowodem wielkiej miłości. Czasem jest tylko ostrzeżeniem.” „…życie nie zawsze mówi głośno. Czasami trzeba się zatrzymać, żeby je usłyszeć.” „Najtrudniejsze nie jest odejść od kogoś, kto cię krzywdzi. Najtrudniejsze jest przyznać się przed sobą, że nazywałam to miłością.” Kochać to niszczyć. A być kochanym to zostać zniszczonym. Patrycja, Lena i Karolina właśnie napisały maturę i wierzą ,że od teraz świat stoi przed nimi otworem , a wszystkie ich marzenia mogą się ziścić. Dziewczyny dzielą się tajemnicami o których nie odważyły się powiedzieć wcześniej. Lena marzy by zostać lekarzem, choć świetnie zna się na algorytmach i programowaniu ,pragnie przede wszystkim nieść pomoc innym. Karola, marzycielka wyobraża sobie karierę wybitnej pianistki, zaś Patrycja kocha słowa i najbardziej chciałaby zostać pisarką , lecz studia związała z dziennikarstwem - to właśnie wówczas dziewczyna poznała ludzi, którzy odmienili jej życie-profesora Tarkowskiego , Marka , Michała a także nowe przyjaciółki - Natalię i Jagodę. W pierwszych rozdziałach książki Marii Madej nic nie zwiastuje nieszczęścia czy emocjonalnej huśtawki- Marek wydaje się być odpowiedzią na wszystkie tęsknoty serca pięknej i wrażliwej młodej kobiety- z czasem jednak troska zaczyna się przebrażać w kontrolę , manipulację i umniejszanie wartości Pati. Z czasem dowiadujemy się o demonach mężczyzny i jego przeszłości, lecz trudne przeżycia nigdy nie powinny być usprawiedliwieniem dla wyrządzania krzywd. Ona jednak mimo, że rozum wie co się dzieje wciąż pragnie zaufać i wierzyć w ukochanego. Próbuje z nim rozmawiać, lecz przemoc eskaluje z każdym kolejnym dniem czy miesiącem. Z czasem granice między miłością a uzależnieniem emocjonalnym zaczynają się zacierać. Patrycja coraz częściej traci siebie – swoje potrzeby, granice i pewność, kim była zanim pojawił się Marek. To, co na początku wydawało się intensywnym uczuciem, zamienia się w relację, która odbiera jej wolność i poczucie bezpieczeństwa. Autorka Nie nazywaj tego miłością bardzo wyraźnie pokazuje, jak łatwo przeoczyć pierwsze sygnały ostrzegawcze. Jak często tłumaczymy kontrolę troską, zazdrość „dowodem miłości”, a manipulację zwykłą troską o drugą osobę. Właśnie w tym tkwi najmocniejszy aspekt tej historii – jej realizm i psychologiczna prawda. Relacje między bohaterami nie są jednowymiarowe. Każda z dziewczyn przechodzi własną drogę dojrzewania, konfrontacji z rzeczywistością i utraty złudzeń. Lena, Karola i Patrycja – choć tak różne – muszą zmierzyć się nie tylko z dorosłością, ale też z tym, że nie każda więź, która boli, jest warta ratowania. To opowieść o tym, jak trudno odejść, kiedy serce wciąż pamięta dobre chwile, a umysł próbuje racjonalizować krzywdę. I jednocześnie – o odzyskiwaniu siebie, nawet jeśli droga do tego jest bolesna i długa. Książka Marii Madej zostawia czytelnika z niepokojem, ale też z ważną refleksją: miłość nigdy nie powinna niszczyć. A jeśli niszczy – trzeba mieć odwagę, by nazwać ją inaczej. Ta historia nie kończy się łatwymi odpowiedziami ani szybkim pocieszeniem. Zostawia czytelnika z ciężarem emocji, ale też z czymś znacznie ważniejszym – świadomością, że miłość nie powinna odbierać głosu, tylko go wzmacniać. W tym wszystkim ogromnie istotną rolę odgrywa Michał. To właśnie on staje się dla Patrycji kimś w rodzaju bezpiecznej przystani – osobą, która nie narzuca się, nie kontroluje i nie próbuje jej zmieniać na siłę. Jego obecność pokazuje kontrast między relacją opartą na lęku a tą, która daje przestrzeń do oddychania. Michał nie „ratuje” jej w sposób spektakularny – on po prostu jest, konsekwentnie i spokojnie, dając jej coś, czego wcześniej tak bardzo jej brakowało: poczucie, że nie musi zasługiwać na szacunek. To dzięki takim postaciom historia Patrycji nabiera jeszcze większej głębi – bo obok przemocy i manipulacji pojawia się też alternatywa, która nie krzyczy, nie rani i nie wymaga poświęcania siebie. Powieść Nie nazywaj tego miłością zostaje w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony. Nie tylko jako historia bólu, ale też jako przypomnienie, że czasem największym aktem odwagi jest odejście – i danie sobie szansy na relację, w której nie trzeba się już gubić. Dla mnie to przepiękna i poruszająca czułe struny duszy historia, która zostaje w sercu na długo po jej przeczytaniu.