Dziewięć kołatek Troya
Alicja Czarnecka-Suls
Książka
| Wydawnictwo: | Mięta |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa ze skrzydełkami |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 368 |
| Format: | 13.5x20.0cm |
| Rok wydania: | 2024 |
O książce Dziewięć kołatek Troya
Średniowieczny artefakt, templariusze, seniorzy, niemieccy i polscy kibole – przygoda, zagadki historyczne, cosy mystery crime. Świat należy nie do młodych, ale do tych, którzy mają odwagę po niego sięgnąć. Nigdy nie jest za późno na małą przygodę oraz na miłość, o czym przekonuje się czworo przyjaciół po sześćdziesiątce. Lula, pełna fobii debiutująca pisarka, jej partner Gabryś, były alpinista zawsze gotowy na nową przygodę, Ada, empatyczna psycholożka, oraz Kris, roztargniony informatyk, chcą udowodnić, że rodzina niemieckiego naukowca Dagoberta Troya nadal ma związaną z templariuszami średniowieczną antabę z głową lwa. Ich przodek podczas wojny ukradł ten cenny przedmiot z bazyliki w Czerwińsku. Niewinne śledztwo dziwnym przypadkiem zmienia się w nieplanowaną kradzież kołatki. Czworo przyjaciół po sześćdziesiątce musi uciec przed ścigającymi ich niemieckimi kibolami i równocześnie rozwiązać kryjącą się za kołatką zagadkę historyczną. A po drodze sami przeżyją wiele uczuciowych rozterek. Bo czy można spotkać miłość po sześćdziesiątce? Alicja Czarnecka-Suls z niesamowitym humorem opisuje, co by się stało, gdyby członkowie „Czwartkowego Klubu Zbrodni” Richarda Osmana spotkali w klasztornej bibliotece Dana Browna i Umberta Eco.Szczegółowe informacje na temat książki Dziewięć kołatek Troya
| Wydawnictwo: | Mięta |
| EAN: | 9788367690881 |
| Autor: | Alicja Czarnecka-Suls |
| Rodzaj oprawy: | Okładka broszurowa ze skrzydełkami |
| Wydanie: | 1 |
| Liczba stron: | 368 |
| Format: | 13.5x20.0cm |
| Rok wydania: | 2024 |
| Data premiery: | 2024-02-16 |
| Język wydania: | polski |
| Podmiot odpowiedzialny: | Wydawnictwo Mięta Sp. z o.o. Tadeusza Borowskiego 2 lok. 210 03-475 Warszawa PL e-mail: [email protected] |
Podobne do Dziewięć kołatek Troya
Inne książki Alicja Czarnecka-Suls
Inne książki z kategorii Kryminał
Oceny i recenzje książki Dziewięć kołatek Troya
Pomóż innym i zostaw ocenę!
Dużo nie jest potrzebne by z zupełnie niewinnych działań wyniknęło coś zgoła odmiennego. Wystarczy ciekawość i nie odwrócenie głowy, gdy okazuje się, iż dzieje się to, czego nie było w planach. A potem to już wystarczy dotrzymać kroku dziejącym się wydarzeniom i próbować być krok przed innymi, dwa również nie zaszkodzą. Cała reszta to łut szczęścia, nieoczekiwana pomoc i po prostu wiara w przyjaciół. Czasem z prostego wydawałoby się wyjazdu do Czerwińska wychodzi niezła draka, chociaż to określenie zdaje się być na wyrost to Lula, Ada, Gabryś i Kris, raczej potwierdziliby, że to trafne określenie. Wszystko rozpoczęło się nad wyraz niewinnie, ale jedna kołatka wiele zmieniła. Przede wszystkim stała się podstawą do śledztwa, oczywiście nie jakiegoś oficjalnego, lecz jak najbardziej z misją. Zaginiona podczas wojennej zawieruchy wciąż pozostaje jednym z wielu dzieł sztuki, jakie nie zostały odnalezione. Jednak pewien trop zdaje się być na tyle wiarygodny, iż warto go sprawdzić. Jak się okazuje pociąga to z sobą dokonanie prawie przestępstwa, narażenia się grupie fanatyków z zachodniej granicy. Średniowieczna kołatka kryje kilka tajemnic, zahaczających nawet o Templariuszy, ale też o czasy dużo późniejsze. Zresztą, jeśli chodzi o sekrety, to i przyjaciele je posiadają. Finał tego dochodzenia będzie zupełnie daleki od pierwotnych planów, w końcu niecodziennie bierze się nadzwyczaj czynny udział w odzyskaniu skarbu. Czy daleko trzeba szukać historycznych zagwozdek i to sięgających głęboko w dzieje? Lubicie zagadki, tajemnice z przeszłości, poszukiwanie zaginionych dzieło sztuki? Dorzućmy do tego humor i polskie zabytki, a mamy intrygującą lekturę, w jakiej nie wiemy co wydarzy się za moment, a będzie działo się dużo i wiele więcej niż czytelnik spodziewa się. Już prolog zaostrza apetyt, dalej jest jeszcze lepiej, bo jeśli ktoś sądzi, że to jedyny wątek, chociaż intrygujący i zapowiadający niejeden zwrot w akcji, to jest w ogromnym błędzie. Alicja Czarnecka – Suls zadbała o to, by czytający nie byli pewnie co lub kto jeszcze pojawi się w tej opowieści i tak naprawdę niespodzianek jest kilka z kategorii całkowicie kontrastowych. W końcu jak poszukiwanie skarbu to na całego, żadnych półśrodków oraz zawahania, lecz działanie i to grupowe, gdyż jak wiadomo nie od dziś w grupie siła, a w tej książce to grupa, jakiej niedocenianie mści się. „Dziewięć kołatek Troya” jest powieścią gdzie tło historyczne jest wykorzystane niejednokrotnie i za każdym razem staje się czymś więcej niż jedynie drugim planem, podobnie jak i lokacje, nie będące tylko punktem, ale i istotnym elementem. Autorka doskonale połączyła jedno i drugie, wydobywając ciekawe fakty i łącząc je z fabułą w intrygującą całość, z zatartą granicą pomiędzy faktami, poszlakami i wyobraźnią. No i pozostają bohaterowie, powiedzieć, że są barwni, nieobliczalni i zdeterminowani, to jakby pozostawić ogromne niedopowiedzenie. Grupa przyjaciół, jacy pójdą za sobą w ogień, podpalą świat i kawałek kosmosu oraz nie dadzą się zniechęcić żadnym okolicznościom, nikomu, niczemu. To oni stanowią oś książki, źródło wątków, niektórych sekretów, wykreowani tak, iż szybko zdają się być dobrymi znajomymi nas czytelników. Dzięki nim poszukiwawcza wyprawa podąża się w całkowicie zaskakującym kierunku, po drodze jeszcze z dodatkowymi atrakcjami, również spod znaku zupełnie nieprzewidzianych.
Dużo nie jest potrzebne by z zupełnie niewinnych działań wyniknęło coś zgoła odmiennego. Wystarczy ciekawość i nie odwrócenie głowy, gdy okazuje się, iż dzieje się to, czego nie było w planach. A potem to już wystarczy dotrzymać kroku dziejącym się wydarzeniom i próbować być krok przed innymi, dwa również nie zaszkodzą. Cała reszta to łut szczęścia, nieoczekiwana pomoc i po prostu wiara w przyjaciół. Czasem z prostego wydawałoby się wyjazdu do Czerwińska wychodzi niezła draka, chociaż to określenie zdaje się być na wyrost to Lula, Ada, Gabryś i Kris, raczej potwierdziliby, że to trafne określenie. Wszystko rozpoczęło się nad wyraz niewinnie, ale jedna kołatka wiele zmieniła. Przede wszystkim stała się podstawą do śledztwa, oczywiście nie jakiegoś oficjalnego, lecz jak najbardziej z misją. Zaginiona podczas wojennej zawieruchy wciąż pozostaje jednym z wielu dzieł sztuki, jakie nie zostały odnalezione. Jednak pewien trop zdaje się być na tyle wiarygodny, iż warto go sprawdzić. Jak się okazuje pociąga to z sobą dokonanie prawie przestępstwa, narażenia się grupie fanatyków z zachodniej granicy. Średniowieczna kołatka kryje kilka tajemnic, zahaczających nawet o Templariuszy, ale też o czasy dużo późniejsze. Zresztą, jeśli chodzi o sekrety, to i przyjaciele je posiadają. Finał tego dochodzenia będzie zupełnie daleki od pierwotnych planów, w końcu niecodziennie bierze się nadzwyczaj czynny udział w odzyskaniu skarbu. Czy daleko trzeba szukać historycznych zagwozdek i to sięgających głęboko w dzieje? Lubicie zagadki, tajemnice z przeszłości, poszukiwanie zaginionych dzieło sztuki? Dorzućmy do tego humor i polskie zabytki, a mamy intrygującą lekturę, w jakiej nie wiemy co wydarzy się za moment, a będzie działo się dużo i wiele więcej niż czytelnik spodziewa się. Już prolog zaostrza apetyt, dalej jest jeszcze lepiej, bo jeśli ktoś sądzi, że to jedyny wątek, chociaż intrygujący i zapowiadający niejeden zwrot w akcji, to jest w ogromnym błędzie. Alicja Czarnecka – Suls zadbała o to, by czytający nie byli pewnie co lub kto jeszcze pojawi się w tej opowieści i tak naprawdę niespodzianek jest kilka z kategorii całkowicie kontrastowych. W końcu jak poszukiwanie skarbu to na całego, żadnych półśrodków oraz zawahania, lecz działanie i to grupowe, gdyż jak wiadomo nie od dziś w grupie siła, a w tej książce to grupa, jakiej niedocenianie mści się. „Dziewięć kołatek Troya” jest powieścią gdzie tło historyczne jest wykorzystane niejednokrotnie i za każdym razem staje się czymś więcej niż jedynie drugim planem, podobnie jak i lokacje, nie będące tylko punktem, ale i istotnym elementem. Autorka doskonale połączyła jedno i drugie, wydobywając ciekawe fakty i łącząc je z fabułą w intrygującą całość, z zatartą granicą pomiędzy faktami, poszlakami i wyobraźnią. No i pozostają bohaterowie, powiedzieć, że są barwni, nieobliczalni i zdeterminowani, to jakby pozostawić ogromne niedopowiedzenie. Grupa przyjaciół, jacy pójdą za sobą w ogień, podpalą świat i kawałek kosmosu oraz nie dadzą się zniechęcić żadnym okolicznościom, nikomu, niczemu. To oni stanowią oś książki, źródło wątków, niektórych sekretów, wykreowani tak, iż szybko zdają się być dobrymi znajomymi nas czytelników. Dzięki nim poszukiwawcza wyprawa podąża się w całkowicie zaskakującym kierunku, po drodze jeszcze z dodatkowymi atrakcjami, również spod znaku zupełnie nieprzewidzianych.
Co można robić będąc po sześćdziesiątce? Siedzieć tudzież stać przy parapecie obserwując bliższe i dalsze otoczenie - bezpłatny monitoring (prawie) całodobowy. Przeskakiwać, odpowiednio przygłaśniając lub przyciszając z kanału na kanał wpatrując się bezmyślnie w pudło - zombie fotelowe. Wypoczywać jeżdżąc od sanatorium do sanatorium nawiązując coraz to nowsze znajomości - sanatoryjny obieżyświat. Można też biorąc przykład z bohaterów powieści przypadkiem lub nie całkiem przypadkiem wziąć udział w przygodzie życia uruchamiając szare komórki coby się nie zastały i zwiedzać ciekawe zakątki poznając ich historie. Z tą czwórką bohaterów nie ma czasu na nudę, to co miało być zwyczajnym śledztwem dla rozrywki zamienia się w przygodę przy której nie sposób się nie uśmiechnąć czy trzymać mocno kciuków za powodzenie pewnych akcji. Nieplanowana kradzież, tajemnice z przeszłości, poszukiwanie zaginionych przedmiotów, majstrowanie przy dokumentach, układy z kibolami, pojawiający się raz za razem Templariusze i liczby na pozór nic nie znaczące, a tak naprawdę najważniejsze. Autorka nie dość, że stworzyła ciekawą, miejscami zabawną i angażującą czytelnika fabułę to jeszcze przemyciła wiele historycznych smaczków, o których nie przeczytacie w szkolnych podręcznikach, a nie oszukujmy się. Często to właśnie tam nasz głód wiedzy się zaczyna i kończy. Lule, Gabrysia, Adę i Krisa nie da się nie lubić. Każde z nich jest inne i to pokazuje, że ta inność łączy ludzi świetnie ich dopełniając. Polecam, nieco lżejsza lektura ale zdecydowanie warta uwagi zwłaszcza, że to bardzo udany debiut autorki.